wilk-stepowy

Twój nowy blog

Marek Doskocz: Azjatyckie kino grozy od kilku lat w Polsce i nie tylko cieszy się niesłabnącą popularnością. Dlaczego nie poszła za tym większa ilość publikacji książkowych na ten temat? Twoja „Strach ma skośne oczy. Azjatyckie kino grozy” jest bodajże pierwszym takim opracowaniem.

 K.G: Tej popularności, o której wspominasz, jakoś nie widać w naszych kinach. Pamiętasz tytuł azjatyckiego filmu, już nawet nie grozy, który ostatnio oglądałeś w kinie? Nie na przeglądach czy na festiwalach, ale w zwyczajnym kinie, w normalnej dystrybucji? A dlaczego filmoznawcy tak bardzo boją się horroru? Bo nie ma u nas tradycji pisania o grozie filmowej, bo nie robi się u nas horrorów z prawdziwego zdarzenia, bo to nie wypada, by poważny badacz zajmował się tak niepoważnym gatunkiem jak horror. Sądzę, że w Polsce kino gatunkowe, nie tylko horror, zawsze uważany był za coś mniej istotnego, za drugą kategorię nie wartą poważnych analiz. Może to echa traktowania horroru w czasach PRL-u, kiedy uznawany był on za przejaw degrengolady estetycznej i moralnej Zachodu? W każdym razie o tej niechęci do kina gatunkowego w Polsce przekonałem się osobiście, kiedy miesiącami szukałem wydawnictwa, które zechciałoby wydać moją książkę „Strach ma skośne oczy. Azjatyckie kino grozy”. Na szczęście są jeszcze wydawcy gotowi zaryzykować pieniądze na tak niszową tematykę jak azjatycki horror.

 M.D: Teraz może nie, ale pamiętam kolejki do kina na „The Ring”. Gdybyś miał polecić tegoroczne produkcje kina azjatyckiego, oczywiście filmy grozy, to jakie tytuły byś wskazał?

 K.G: „The Ring” to polski tytuł amerykańskiego remake`u japońskiego „Ringu” (polski tytuł: „The Ring: Krąg”) Hideo Nakaty, a Tobie zapewne chodzi o oryginał. Osobiście nie przypominam sobie żadnych kolejek do kina na japoński horror: z tego, co pamiętam to film przemknął przez ekrany raczej niezauważony. Pytasz mnie o to, które z tegorocznych produkcji grozy polecam, ale rok 2011 nie był zbyt okazały pod względem wartościowych horrorów. Osobiście chętnie obejrzałbym „A Chinese Fairy Tale” – remake kultowych „Chińskich duchów” z 1987 r. oraz najnowszy film Siona Sono „Guilty of Romance”. Interesująco zapowiada się także najnowszy horror Takashi Shimizu, twórcy „Klątwy Ju-on” – „Rabbit Horror 3D”, będący wariacją na temat „Alicji w Krainie Czarów”. Z niecierpliwością będę również czekał na dwa nowe filmy grozy Yoko Anwara: „Modus Anomali” i „Impetigore”. Anwar pochodzi z Indonezji, kraju raczej bez znaczących sukcesów na polu filmowego horroru, ale wymieniony przez mnie reżyser jest bez wątpienia jednym z najciekawszych twórców azjatyckiej grozy.

 M.D: Domyślam się, iż jesteś zwolennikiem azjatyckich oryginałów, ale powiedz i, jakie masz zdanie na temat ich amerykańskich wersji? I „The Ring – Krąg” i „Darkwater” czy „The Grudge” była przerabiana przez kino amerykańskie.

 K.G: Gwoli ścisłości dorzućmy do wymienionych przez Ciebie jeszcze: ‘The Eye” braci Pang, „One Missed Call” Takashiego Miike, „Pulse” Kiyoshi Kurosawy, „A Tale of Two Sisters” Kim Ji-woona i tajlandzki „The Shuter”. Większość z amerykańskich remake`ów można określić wprost: są jak „Słoneczniki” Van Gogha, z których zostały tylko ramy. Choć jest jeden wyjątek: amerykański remake koreańskiego horroru „Into the Mirror”, czyli „Mirrors” w moim odczuciu był lepszy niż oryginał. Poza tym przyzwoitym remake`m był także „The Ring” Gore Verbinskiego.

 M.D: Jak się czujesz, jako osoba, która przeciera w Polsce szlaki w materii azjatyckiego kina grozy? (śmiech)

 K.G: Świetnie! Ale czułbym się jeszcze lepiej, gdybym nie musiał tych szlaków przecierać, a raczej je poszerzać i pogłębiać. Bo to by znaczyło, że azjatyckie kino grozy jest w Polsce na tyle znane przez widzów i uznane przez środowisko filmoznawcze, że spokojnie można zająć się jego pogłębioną analizą.

 M.D: Dlaczego jest inaczej? Skąd bierze się ten brak zainteresowania?

 K.G: Jeśli chodzi o dystrybucję filmową, to odpowiedzi należałoby poszukać u źródeł, czyli dystrybutorów. Ale z tego, co wiem niechęć do azjatyckich horrorów, nie zawsze wynika ze złej woli. Większość polskich dystrybutorów korzysta z licencji zakupionych u amerykańskich dystrybutorów, a choć w USA festiwali i przeglądów azjatyckiej grozy jest bez liku, to bardzo rzadko jakikolwiek film spoza anglosaskiego kręgu kulturowego trafia do kinowej dystrybucji. Amerykanie wolą zrobić remake zagranicznego filmu niż wyświetlać oryginał z napisami, ponieważ automatycznie oznacza to dla dystrybutora o połowę mniejszą widownię. Skoro, więc Amerykanie nie kupują filmów z Azji do puszczania u siebie w kinach, to także polscy dystrybutorzy takich obrazów nie zakupują. Jeśli natomiast chodzi o literaturę filmoznawczą to nie ma się, czemu dziwić, jeśli kino gatunkowe – jak już o tym wspomniałem – jest wyklęte.

 M.D: Twój pierwszy obejrzany horror wschodni? Pamiętasz wrażenia z jego oglądania?

 K.G: Oczywiście „The Ring- Krąg” Hideo Nakaty. Piszę o nim we wstępie do mojej ksiązki, ponieważ gdybym nie miał okazji go obejrzeć, być może nigdy nie zainteresowałbym się horrorem azjatyckim, a wtedy nigdy nie porwałbym się z klawiaturą na książkę o filmowej grozie z Żółtego Kontynentu. A wrażenia? Jasne, pamiętam. Nie zapomina się filmu, po którym kilka kolejnych nocy trzeba było spisać na straty i po którym pokój z telewizorem omijało się szerokim łukiem. Gdy obejrzałem obraz Nakaty, zastanawiałem się jak to możliwe, że film, w którym w gruncie rzeczy niewiele się dzieje, może być tak przerażający. Teraz już wiem. Wyobraźnia. „The Ring-Krąg” to horror, który w mistrzowski sposób uruchamia podczas seansu strach ukryty w wyobraźni widza. Jak się potem osobiście przekonałem Nakata nie był jedyny, który opanował sztukę straszenia tym co ukryte w naszych wnętrzach.

 M.D: Twój ulubiony azjatycki horror?

 K.G: Koreańska „Opowieść o dwóch siostrach”. Dla mnie arcydzieło gatunku. Film perfekcyjny pod względem realizacji i głęboko poruszający pod względem treści. I dowód na to, że w rękach artysty nawet tak skonwencjonalizowany gatunek jak horror może przemienić się w dzieło sztuki.

 M.D: Jesteś z zawodu prawnikiem, jednak Twoje hobby to mówiąc ogólnie kultura i sztuka Wschodu. Kiedy zaraziłeś się tą tematyka?

 K.G: Zawsze interesowało mnie to, co widać na ekranie, jak też to co znajduje się poza nim. Kulisy, twórcy, konteksty pozafilmowe. I tak też było w przypadku horroru Nakaty. Spodobał mi się tak bardzo, że pomyślałem sobie: może Azjaci mają więcej takich horrorów jak „The Ring- Krąg”. I zacząłem oglądać kolejne filmy grozy made in Japan, Korea czy Hongkong. Ponieważ jednak wiele z historii, które oglądałem na ekranie było umocowanych w rodzimej kulturze krajów, z których pochodziły, zdecydowałem się zgłębić ten temat. A ponieważ mam w zwyczaju kończyć, to co zaczynam, zatem wciąż zgłębiam azjatycką kulturę i sztukę, przy okazji odkrywając jej niezwykłe, fascynujące, magiczne strony. A poza tym, kiedy w końcu uzbieram dość pieniędzy, by wybrać się w podróż mego życia na Daleki Wschód, muszę być dobrze przygotowany i właśnie to teraz staram się czynić.

 M.D: Które kino spośród omawianych kinematografii krajowych preferujesz?

 K.G: Nie zwracam uwagi na kraj produkcji. Wszak o wartości danego, konkretnego tytułu decyduje nie to, czy zrealizowali go Japończycy, Koreańczycy czy Chińczycy. Niemniej największy sentyment odczuwam do grozy koreańskiej, ponieważ ten obszar azjatyckiego kina zgłębiłem w pierwszej kolejności. Nadal staram się być na bieżącą z horrorem z Korei, choć ostatnie dwa lata nie były dla tej kinematografii grozy nazbyt udane.

 M.D: Są jakieś wyraźne różnice między nimi?

 K.G: Tak, różnice są zauważalne. Piszę o tym również w mojej książce, więc w tym miejscu powtórzę, to co napisałem. Japoński horror to przede wszystkim groteska w najróżniejszej postaci i natężeniu; kino koreańskie to dramaty psychologiczne wzbogacone o dawkę grozy; kino z Hongkongu to aspekt cielesny zarówno w licznych komedio-horrorach, jak też w brutalnie traktujących ludzkie ciało filmach rodzimej eksportacji tzw. Category 3. Z kolei kino tajlandzkiej to duchy w nowocześnie sfilmowanych produkcjach, choć coraz częściej twórcy z tego pięknego egzotycznego kraju sięgają po wzorce zachodnie, zwłaszcza widać te wpływy w produkcjach oferujących krwawe efekty. Natomiast kraje Azji Południowo-Wschodniej (Malezja, Singaupr, Indonezja, Filipiny) do niedawna zdominowane były przez odtwórcze produkcje, nieudolnie naśladujące japoński czy tajlandzki horror. Na szczęście do głosu dochodzą młodzi utalentowani twórcy, którzy potrafią obce konwencje filmowe przystosowywać do rodzimej specyfiki z coraz lepszym skutkiem. Sztandarowym przykładem może służyć malezyjski horror „Waht?” („Seru”), który czerpiąc z modnej na Zachodzie konwencji paradokumentalnego horroru, tzw. mockumentary twórczo wykorzystują ją do opowiedzenia typowej dla Malezyjczyków historii o opętaniu.

 M.D: Na koniec jeszcze jedno pytanie. Zawsze mnie zastanawiało skąd w horrorze azjatyckim wzięła się sytuacja, że w sumie nie ma tam za wiele krwi, tak jak np. w „The Ring – Krąg”, a mimo to widz cały czas się boi?

 K.G: To nieprawda, że w azjatyckie kino grozy jest oszczędne w krwawe atrakcje. Na przykład japoński horror oferuję takie dawki gore, że tylko nieliczne produkcje zachodnie byłby w stanie pod tym względem konkurować. Polecam zwłaszcza obrazy „nowej fali” gore spod znaku „The Machine Girl” Noburo Iguchiego czy „Helldriver” Yoshihiro Nishimury, w których możemy oglądać potoki krwi dosłownie zalewające kadry. Zresztą nawet Koreańczycy, raczej unikający dosłowności, mogą poszczycić się filmem o znamiennym tytule – „The Butcher”, który jest tak krwawy i brutalny, że wszystkie „Piły” czy „Hostele” wypadają przy nim jak dobranocki dla małych dzieci. Ale bynajmniej nie oznacza, że Azjaci produkują tylko i wyłącznie pełne przemocy shockery. To nastrojowy nurt japońskiej grozy zapoczątkowany przez „The Ring- Krąg” Nakaty zwany J-horrorem zdobył największą popularność na świecie i przysporzył sobie wielu miłośników. Może dlatego odniosłeś wrażenie, że nastrojowy horror dominuje w azjatyckim kinie grozy? A w czym tkwi sekret, że choć w łagodnej odmianie skośnookiego horroru nie pojawia się ani jedna kropla krwi, potrafi on skutecznie straszyć? Już o tym wspomniałem. Chodzi o uruchomienie wyobraźni widza. A także o szacunek, który mu okazują mu twórcy, traktując odbiorcę jako człowieka inteligentnego, nie pozbawionego wyobraźni i wrażliwości. Brak szacunku dla mojej inteligencji zawsze drażnił mnie w amerykańskich horrorach, w których wszystko jest dopowiedziane i wyjaśnione. Ale właśnie dlatego Amerykanie nie są mistrzami kina grozy, choć przecież w USA horror najpełniej się rozwinął. Mistrzami jest Nakata i jego azjatyccy koledzy, którzy wiedzą, że największy strach skrywa się nie na ekranie, lecz głęboko w zakamarkach ludzkiej duszy.

 M.D: Dziękuję za rozmowę

 K.G: Ja również

 rozmowa pierwotnie ukazała się w dwutygodniku ArtPapier
 http://artpapier.com/index.php?pid=2&cid=3&aid=3107

Czas odświeżyć formułę bloga:) Trochę mi się stęskniło za blogowaniem:)

Co u mnie ciekawego? 3 grudnia poprowadzę w Prudniku dwa spotkania z Dariuszem Domagalskim, 17 grudnia dwa spotkania z Rafałem Dębskim, a w międzyczasie 10-11 grudnia będę we Wrocławiu, a tam dwa wywiady –  z Jędrzejem Morawieckim o raz Izabellą Bill i kilka spotkań ze znajomymi.

Nocą

3 komentarzy

Gdy raz coś zrobisz, możesz powtórzyć to drugi raz..skuteczniej. Prawo życia-prawo woli. Prawo śmierci-prawo chęci. Gdy możesz uskutecznić swoje dobro przez czyn, który inni mogą potępić, a który nikomu nie zaszkodzi, a Tobie pomoże..zrób to. Życie jest Twoje i Ty o nim decydujesz od początku do końca – prawo mocy.

Niektóre pytania wolno zadawać inne nie. Cytuję za internetowym wydaniem GW:

"Monika Olejnik: Co miał prezes na myśli, mówiąc że aparat państwowy jest używany do walki politycznej, panie przewodniczący? – zwróciła się dziennikarka z pytaniem do Mariusza Błaszczaka.

Wyraźnie zdenerwowany poseł odpowiedział: – Nie słyszę żadnej zmiany w postawie pani redaktor. Odbieram postawę pani redaktor jako stronniczą. Ja chciałem się zwrócić do słuchaczy Radia ZET. Proszę państwa, od kilku tygodni jestem tu poddawany presji, jest to stronnicze, agresywne i kpiarskie – grzmiał szef klubu PiS. Zdaniem Mariusza Błaszczaka prowadząca program nie zdobywa się na obiektywizm. – Mamy do czynienia z sytuacją taką, która powoduje brak szacunku wobec słuchaczy. To jest mój protest – argumentował."

Całość odbyła się w trakcie programu Moniki Olejnik w Radiu ZET. Pytanie dotyczyło wystapienia prezesa Kaczyńskiego podczas jego niedawnej konferencji  "Nic o Nas bez Nas – wolności obywatelskie i naprawa Rzeczpospolitej". Gównym oskarżeniem było to, iż "Prezes PiS uważa, że obecnie w Polsce mamy do czynienia z dwoma procesami. – Pierwszym z nich jest odmowa uznania opozycji. Jawna zapowiedź, wielokrotnie formułowana – może teraz nieco rzadziej, sytuacja się znów zmieniła – anihilacji opozycji – powiedział Kaczyński. Jego zdaniem, opozycja przestała być elementem akceptowanym."

Koniec cytatów. Mnie zastanawia, gdzie jest ta anihilicja, skoro o PiS słychać cały czas? A skoro słychać, to nie rozumiem, dlaczego pan Błaszczak się czepia, że od kilku tygodni się o nich mówi, co ma się nie mówić, jak wszędzie ich pełno?
I nie chodzi tu o to, że bronię PO, bo nawet nie mam zamiaru, to rozmemłane kotlety, które dużo gadają, a nic nie robią. Dochodzę do wniosku, że w Polsce nie będzie dobrze, dopóki będzie PiS, PO, SLD i PSL. Przydałaby się jakaś nowa siła polityczna, bez korzeni solidarnościowych i postkomunistycznych. Przydałaby się, ale kto ja ma stworzyć? Polacy to durnie, oszukiwani i okradani jawnie nic nie robią. Brak słów.

Kumpel zabrał mnie ostatnio na karnawał do stolicy. Droga długa, męcząca, ale jechałem z nadzieją, że będzie coś się ciekawego działo. Nie zawiodłem się. Ledwo wjechaliśmy na prednieścia, przywitały nas wesołe tłumy tańczące sambe mimo zimna rozgrzewane winem marki Prałat Jankowski. Nie powiem wino dobre, a i sama butelka wyglądu bardzo ciekawego, jednak nie chcąc tracić atrakcji, jakie nas dopiero czekały wypiłem tylko pół butelki. Na lekkim rauszu zanurzyliśmy się w barwny tłum. Pod Pałacem Kultury było wielkie targowisko, a na nim promocje promocje promocje. Kropla krwi JPII w okazyjnej cenie 50 zł – "postaw na biurku, a wszelkie choroby Cię ominą" – głosiła reklama, zaraz obok rozłożono niejsze i większe skrawki sutanny JPII, w cenie od 2 zł do 30 zł. Z drugiej strony straganu łysy młodzieniec oferował smoleńskie kawałki samolotu i fragmenty odzieży męczenników spod Smoleńska, gwarantując, iż dzięki ofierze za nasz naród nabrały one zadziwiającej mocy ochronnej. 

Idąc dalej spostrzegłem, że za 5 zł ks. Bogdanowicz z Gdańska oferuje kurs sporządzania i rzucania koktajlami mołotowa. Właśnie rzucał Rydzyk z ekipą majac przed sobą repliki Grossa i Życińskiego, z podpisem Żydokomuna. 

Zaraz potem trafiliśmy z kumplem na wykład otwarty prowadzony przez członków Opus Dei na temat wychowania do życia w rodzinie ultrakatolickiej. Jak się później okazało była to aleja wykładowa, mozna było posłuchać także ks. Isakowicza, w nastepnym czekano na wykład Rydzyka, który póki co ćwiczył się w rzuciem mołotowem. Aleję wykładową kończył wielki namiot w którym na tronie siedział Kaczyński, zapłakany opowiadał o swych traumatycznych przeżyciach z kampani prezydenckiej, w czasie której zmuszano go do udawania potulnego polityka, co zakończyło się sesją terapeutyczną na kozetce u Andrzeja Samsona, dzięki któremu szybko wrócił do normalności, dzięki czemu zdążył skrzyknąc bojówki Moherów na plac przed Pałacem Prezydenckim, by bronić krzyża.

Za dużo było tych rewelacji dla mnie i znajoego, więc ruszyliśy w drogę powrotną do auta. Idąc zauważyłem ogłoszenie na słupie:

14 kwiecień 2011, godzina 9:00, siedziba PiS. Kurs budowania bomby domowej. Prowadzi K.

Ogłoszono nominacje do "Paszportów" Polityki w dziedzinie literatury. Są to:

 

 

 

Mam to szczęście, że z wszystkimi trzema pozycjami zapoznałem się, dzięki uprzejmości wydawnictw, które wysłały mi egzemplarze recenzenckie. Z Tomaszem Piątkiem moja rozmowa ukazała się w ArtPapierze, z kolei z Justyną Bargielską wywiad przeprowadzę, podobnie jak z Ignacym Karpowiczem.

 
Co nam mówią tegoroczne nominacje? Z jednej strony wybrano książkę, która w świerzy sposób porusza kwestie polskości, ofiary narodowej, wręcz szowinizu i potrzeby składania krwawej ofiary za wolność, ale przedstawia z perspektywy osoby która chce tą polskość poznać, wejść w nią, choć to niemożliwe. Tomasz Piątek zadziwił mnie osobiście swoją książką właśnie przez to, iż "Wąż w kaplicy" świeżo przedstawia temat, który wydawał się już przetrawiony, przemielony i wypluty przez literaturę. To chyba w tym roku jakaś tendencja, by wyróżniać literaturę o podobnej treści. Zastanawia mnie, jakie szanse na zdobycie "Paszportu" ma Tomasz Piątek, zważywszy na fakt, iż nagrodę Angelus zdobył Gyoergy Spiro za swoją książkę "Mesjasze", która opowiada o towiańczykach. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa W.A.B, które to wydawnictwo wydało "Mesjaszy" Spiro – finalista tegorocznego Angelusa. 

Kolejna pozycja nominowana do "Paszportów" to niewielka książeczka Justyny Bargielskiej "Obsoletki". Sama nominacja jest dla mnie zaskoczeniem, gdyż jest to debiut prozatorski tejże autorki, która do tej pory parała się poezją. Trudna to książka, i tematycznie i językowo. Bargielska używa nowego języka, gdzie słowa zmieniają swoje konotacje znaczeniowe, by opisać temat poronienia i smierci płodu. Już sam tytuł zwiewny w brzmieniu pochodzi od medycznego terminu "gravid obsoleta", co oznacza wewnątrzmaciczną śmierć płodu. Nominacja "Obsoletek", jak najbardzie słuszna. Pozycja ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne.

Trzecią książką nominowaną do nagrody są "Balladyny i romanse" Karpowicza". Bardzo współczesna to książka pisana żywym językiem o aktualnych tematach. Tak powinna wyglądać współczesna powieść, książka wartka, momentami bardzo humorystyczna, ale porusza ważne tematy – religijność duchowość. Warto przeczytać. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego.

 

Z pozycji wybranych do nominacji na szczególną uwagę zasługuje także tomik wierszy "Osłabić" Grzegorza Kwiatkowskiego, w którym Grzegorz już wyklarował swój styl pisania, którego błyski były zauważalne już w dwóch poprzednich jego tomikach. Cieszyć może się Wydawnictwo W.A.B., którego książki stanowią największą reprezentację. Dziwi brak autorów Znak-u i Biura LIterackiego. Pozostaje nam czekać na ogłoszenie wyników 18 stycznia

Moje życie to książki. Rano popołudniu wieczorem i  w nocy. Mogę czytać nieustannie i non top już nie pamiętam kiedy ostatnio jakiś film oglądałem. Mrożek, Llosa, Kuczok i inni. Doszły do tego wywiady z pisarzami które publikuje w Szafie, ArtPapierze i Migotaniach Przejaśnieniach, do tego prace nad moim pismem "Kwartalnik". Tonę w ksiązkach, żyję nimi to mój świat. Może ktoś tego nie rozumie może wydaje mu się to stratą czasu, ale to moja pasja.

 

Historia

Brak komentarzy

Piątek, czekam pod PKP we Wrocławiu na Kaśke. Podchodzi koleś, wygląd – typowy student. I startuje do mnie z tekstem: zgubiłem 30 zł, nie mam na bilet do Zgorzelca. Czy może nie poratuję go jakąś kwotą? Myślę sobie, koleś wygląda ok, ubranie normalne, zaden zapijaczony ciul dworcowy, dam mu piatkę. Częstuję go jeszcze papierosem. I niby historii koniec.

 

Dwa dni później, niedziela po 19, idę z Kaśką na pociąg, podchodzi koleś i z tekstem, że zbiera na pociąg do Zgorzelca, bo gdzieś 30 zł zgubił. Patrzę, ten sam typek. Szkoda, że mnie zatkało, bo potem stwierdziłem, że mogłm mu powiedzieć, że jak mi odda piątkę z piątku, to dam mu ją ponownie.

Tak sobie myslę, że dla studenta, który nie ma oporów, to łatwa kasa. Niech w ciągu godziny 30 osób da mu po 2 zł, to za godzinę ma 60 zł. Godzina dziennie zbierania przez miesiąc daje małą wypłatę czytaj 1800 zł. 

 

Tak więc uważajcie na klienta zbierającego na bilet do Zgorzelca w Dworcu Głównym we Wrocławiu

Od 1 stycznia 2011 ruszy e-zin "Kwartalnik". Będzie to pismo poświęcone szeroko pojetej kulturze. Wszyscy, którzy chcieliby otrzymywać pismo na swojego maila, proszeni są o wysłanie go na adres

mardoskocz@gmail.com

Wszyscy chętni do współpracy proszeni są o przesłanie propozycji swoich tekstów na powyższy adres. Wiersze, proza, recenzje, teksty krytyczno – literackie, wywiady, grafika, zdjęcia, wysyłajcie co macie. O tym, czy Wasze rzeczy ukażą się w "Kwartalniku" będziemy informować na bieżąco.

Jeśli popierasz tą inicjatywę zamieść informację o tym na swoim profilu na Facebooku lub swojej stronie internetowej.
Szukamy osób chetnych do recenzowania nadesłanych prac.

Za informację dziękuję Karolowi Graczykowi

Wielkimi krokami zbliża się II Ogólnopolski Festiwal Poetycki Wartal.
Wszystkich z Gorzowa Wlkp. i okolic zapraszamy, a chętnym z kraju
ostatni raz przypominamy :) jeśli ktoś ma ochotę przyjechać, proszę o
sygnał, zjeżdżamy się w czwartek i piątek. Szczegóły poniżej.


WARTAL 2010 (27-29.08.2010) – rozkład jazdy.


Czwartek 26.08 – przyjazd Jury i Uczestników, zakwaterowanie Jury w
Bibliotece, Uczestnicy w De-Sancie (Dom Studenta, Piłsudzkiego);
Przywitanie uczestników w Magnacie (i codzienne powtarzanie przywitania
tamże, po wydarzeniach oficjalnych – z rozkładu jazdy, do czasu, gdy
padnie ostatnie z nas:))

JURY/ GOŚCIE PROWADZĄCY WARSZTATY: Marta Podgórnik, Karol Maliszewski
ORGANIZATORZY: Marek Lobo Wojciechowski, Karol Graczyk, MCK w Gorzowie
Wlkp., Klub Myśli Twórczej Lamus.


Piątek 27.08:

- śniadanie – 9.00 – 9.45;
- rozpoczęcie festiwalu, powitanie, prezentacja Gości/Jury (Lobo, Karol
- 10.00 – 10.30);
- "Sens pisania, sens poezji" – panel dyskusyjny (Goście – 10.45 -
12.30, z przerwą w trakcie);
- "Mapa Wierszowa"; praktyczny poradnik tyczący pisania, czytania i
interpretacji (Goście 12.45 – 15.00, z przerwą w trakcie);
- obiad – 15.15 – 15.45;
- Turniej Jednego Wiersza (Uczestnicy) – 16.00 – 19.00;
- kolacja – 19.00 – 19.45;
- koncert, plac przed MCK lub sala widowiskowa (w zależności od pogody)
- 20.00 – do końca.


Sobota 28.08:

- śniadanie – 9.00 – 9.45;
- "Indywidualne Warsztaty Publiczne" – prezentacje i praca nad tekstami
uczestników (Goście; praca w grupach) – 10.00 – 14.00;
- obiad 14.15 – 15.00;
- "Fontanna Wierszy" – czytanie z fontanny koło PKO tekstów autorskich
przez Uczestników Festiwalu – 15.30 – 17.00;
- zwiedzanie miasta; katedra, mury obronne, Wełniany Rynek, Biblioteka -
17.30 – 18.30;
- kolacja – 18.45 – 19.30;
- Slam Poetycki, klub Magnat (tylko dla dorosłych) – 20.00 – do końca.


Niedziela 29.08:

- śniadanie – 9.00 – 9.45;
- podsumowanie Festiwalu, wręczenie nagród i dyplomów – 10.00 – 10.30;
- obiad – 13.00 – 14.00;
- pożegnanie, wyjazd do miejsc zamieszkania.

Poza tym w sobotę od 14 do 18 na wszystkich gorzowskich liniach będzie
kursował specjalny "Tramwaj poetycki", żeby zobaczyć, co będzie się tam
działo, wystarczy wejść.
W sobotę i niedzielę zapraszamy na Festiwalowy Kiermasz książek (tanio
będzie, oj tanio).
Wszystkich z Gorzowa i okolic serdecznie zapraszamy, a gości z Polski,
którzy jeszcze nie potwierdzili przyjazdu, proszę o kontakt na adres
pkpzin@gmail.com

Nagrody (Turniej Jednego Wiersza i Slam): I miejsce – 300 zł + statuetka
WARTALA; II miejsce – 200 zł; III miejsce – 100 zł.